środa, 16 lipca 2008

Nowy znak zodiaku.

-Mamo, Ty jesteś koziorożec prawda?
-Prawda.
-A tato, to rak, Lila to wodnik, prawda?
-Prawda, a Ty?
-Ja? No przecież plaśnięta, nie pamiętasz mamo?- pouczyło mnie z wyrzutem moje czteroletnie bliźniątko :)

środa, 2 lipca 2008

2 lipca 2008

Dzisiaj ostatni dzień mojego urlopu macierzyńskiego, to strasznie krótko... strasznie! Dobrze, że mam aż 47 dni urlopu wypoczynkowego :) A potem? A potem poczekam kilka miesięcy na wychowawczym aż babcia Ewa pójdzie na emeryturę i Lila będzie miała najlepszą nianię na świecie!!!

środa, 25 czerwca 2008

Rybobranie


Nic a nic te ryby nie biorą :(
Posted by Picasa

"Micia, pimy!"...

...czyli "Marysia, śpimy!"- tak nakazywał mi ponad 28 lat temu mój starszy brat, a teraz....



... Róża próbuje nakazywać Lili :)

Posted by Picasa
Jak widać młodsze siostry niewiele sobie robią z nakazów :)

Nogi

Przeokrutnie nie chce mi się pisać a Lila zaczęła interesować się swoimi nogami- świetną minę miała gładząc się po kolanku :)

W schowku mam dwie notki do dokończenia i opublikowania, może kiedyś...

wtorek, 17 czerwca 2008

Cztery



Posted by Picasa
16 czerwca Róża skończyła cztery lata, a 14 Lili skończyła cztery miesiące :)

Niedzielne przyjęcie urodzinowe udało się wspaniale. Goście dopisali w komplecie a prezenty trafione w 10 :) Róża miała dobry dzień, świetnie bawiła się z Natusią a w poniedziałek zaniosła cały koszyk cukierków dla dzieci do przedszkola i kawę dla pań. W przedszkolu nosiłą koronę i dostała serduszkową laurkę z odbitymi ustami dzieciaków i życzeniami. Na laurce było jeszcze napisane: "Jestem królową dnia, 16 06 2008 skończyłam 4 lata!"- fajnie ta pani Brygidka to wszystko wymyśliła :) Z ciekawości zrobiłam jej test : "Jaki temperament ma Twoje dziecko?". Moje przypuszczenia sprawdziły się: Twój malec jest bardzo towarzyski, ruchliwy i imulsywny. Reaguje emocjonalnie.

Lila szybko rośnie, zaczęła potrzebować więcej i więcej! Więcej jedzenia, więcej uwagi, więcej wszystkiego. Dużo się śmieje, dużo je i dużo śpi. Najbardziej lubi swój pokoik i swoje łóżeczko. Czuje się tam bezpiecznie i pewnie. Jednak nie zawsze lubi być tam sama. Często zwisam nad łóżeczkiem i gadam, gadam, gadam... udaję kota, udaję psa i gadam, gadam, gadam... Lila jest naprawdę cudna, gdyby nie to męczące nas ciągle mega ulewanie wszystko byłoby jak w bajce dosłownie :) -nie można mieć wszystkiego :)

piątek, 30 maja 2008

Dzień Matki

Posted by Picasa

Fajnie jest być mamą przedszkolaka. Co prawda przeżyłam już dwa takie występy w żłobku, ale każdy kolejny jest wyjątkowy :)

Fajnie jest być mamą 3,5 miesięcznego maluszka :) Lila jest świetna. Każdego dnia mnie zachwyca. Potrafi nie spać już przez wiele godzin, tak jak np. dziś (cały dzień na działce): miała trzy 20-minutowe drzemki, a mimo to nie płakała, była uśmiechnięta, leżała sobie w łóżeczku lub wózeczku zachwycona przyrodą. Po takim dniu zasypia świetnie po kolacyjce (od wczoraj dostaje raz dziennie mleko modyfikowane- powoli się przestawiamy z piersi). W ciągu dnia i w nocy (już tylko 1 karmienie!) "korzystamy" z piersi. Mała dobrze śpi, ale dla niej dzień rozpopczyna się około 5 30 i to mnie trochę boli, ale licze, że jakoś ją w końcu przekonam do dłuższego spania :)

poniedziałek, 19 maja 2008

Liliowo nam



Gdy byłam nastolatką chciałam mieć dużo dzieci, najlepiej pięcioro. Jak tylko wyszłam za mąż najbardziej pragnęłam małej Różyczki. To był impuls i udało się. Marzenie się spełniło. Po urodzeniu Róży moje plany uległy drastycznej przemianie, bo chciałam poprzestać na jednym. Byłam zmęczona i egoistycznie chciałam zająć się sobą. Jakimś cudem zdecydowałam się jednak na drugie dziecko i to była decyzja w moim życiu :) Lila jest tak cudowna, że mogłabym mieć od razu trzecie :) Są jednak trzy przeszkody nie do pokonania. Szkoda :(
Lileczka jest świetna. Pięknie się uśmiecha, ładnie zasypia i świetnie śpi w nocy. Nie znosi ubierania i kocha leżeć na golaska. Uwielbia obserwować drzewa i liście jadąc w wózeczku. Woli jeździć po chodnikach i nienawidzi wertepów. Woli spokojne, naturalnie wymuszone kołysanie wózka, niż mega mocne lulanie, huśtanie itp rzeczy, które uskuteczniałam gdy Róża była malutka. Skończyła już magiczne trzy miesiące i teraz lepiej się dogadujemy :) Nie oszukujmy się, czasem płacze, gdy jest np. przemęczona. Wtedy wystarczy położyć ją do łóżeczka, dać smoczka, pieluszkę i święty spokój, a dziecko z westchnieniami ulgi odpłynie do krainy snów. Jedzenie i spanie szybko ją uspokaja :) Ponieważ mała dużo śpi, staram się zagadywać ją jak najczęściej, jednak ona czasem woli być sama i rozglądać się po swoim pokoiku. Obserwuje wtedy zabawki, półki, firanki i np. muchę łażącą po ścianie. Umie już wkładać paluszki do buźki (częściej narazie używa rączki lewej), ruchy jej rąk są coraz bardziej celowe i skoordynowane. Chwytanie zabawek narazie jej nie rajcuje i gdy jej wpycham coś do łapki patrzy na mnie zdziwiona. Mała uwielbia swojego tatę, Róża jest dla niej jeszcze zbyt szybka i niecierpliwa, ale wyraźnie ją rozpoznaje i obdarza uśmiechami.

wtorek, 13 maja 2008

"...u stóp skalistych Tatr..."

Sezon rowerowy rozpoczęty :)


Czytam Rózy zawsze na dobranoc. Tym razem wybrałam starusieńkie wydanie (1978r.) "U złotego źródła: Baśnie Polskie". Ostatnio łamałam język na "Szklanej Górze" Janiny Porazińskiej, a tego wieczora postanowiłam (na prośbę Róży) przeczytać coś o smoku. Wynalazłam "Chłopca z perły urodzonego" Ewy Szelburg- Zarembiny:
"Hen, wysoko w górach Tatrach królował piękny, lecz straszny potwór..."
nie doczytałam jednak do końca, ba, nawet pierwszej strony nie dokończyłam bo dziecko me zamiast słuchać i wciągnąć się w trudny wątek, zainspirowane słowem czytanym postanowiło porozmawiać "o życiu":
-Mamo, a wiesz, że w Tatrach to mieszkają kozice?
-No wiem córeczko, a Ty skąd o tym wiesz?- pytam zaskoczona, gdyż nie przypominam sobie żebym coś jej o życiu kozic opowiadała.
-No dziadek mi powiedział. Dziadek Paweł. Ty z nim tam byłaś przeciez. Tatry to są bardzo potrzebne dla kozic- z przejęciem tłumaczy mi moje dziecko.
-To fakt, bo to ich dom, te góry znaczy- odpowiadam ubawiona. Przy okazji zapisuję jej słowa na karteluszce która później pomoże mi odtworzyć tę rozmowę w tej notce :)
-No. Mamo, a co Ty tam piszesz?
-Zapisuję sobie to co mówisz, bo to jest fajne, a jak nie zapiszę to zaraz zapomnę. To tak na pamiątkę, dla Ciebie i dla mnie.
-Naprawdę?- zodowolona z siebie zaczyna popisywać się i wygadywać głupoty. Na chwilę milknie, myśli i dodaje- jak będę miała męża, to on też to przeczyta i ja będę to nosiła zawsze ze sobą. A jak mi wypadnie? Zwieje wiatr na przykład? Chyba jednak nie będę tego nosiła- kończy z rezygnacją, kładzie głowinę na poduszce i mówi jeszcze- no, mamo czytaj.
Posted by Picasa

środa, 7 maja 2008

Nudnych przemyśleń ciąg dalszy


Posted by Picasa
Chyba normalnie przestanę chodzić z Lilą do lekarzy!! W wypisie ze szpitala w zaleceniach neonatologa jest wypisany szereg poradni do odwiedzenia, mimo ze w Feminie mała miała zrobiony "full option" (usg całego ciałka, badanie neurologiczne itp.). Poradnię ortopedyczną już zaliczyliśmy, teraz czekamy na kolejne usg bioder. Poradnię okulistyczną bezczelnie olaliśmy (po konsultacji telefonicznej z okulistą, który stwierdziła, że to sztuka dla sztuki), może jeszcze to nadrobimy. Wizytę u neurologa powinniśmy zaliczyć w najbliższej przyszłości. Kolejne usg główki juz powinniśmy byli zrobić, ale kolejka jest masakryczna i zarejestrowani jesteśmy dopiero na 12 czerwca. Wczoraj udało nam się wreszcie dotrzeć do poradni patologii noworodka (wcześniejszą wizytę musiałam odwołać z powodu choroby młodej). Badanie było dla mnie lekko bez sensu. Wykonywane przez pediatrę (tyle, ze innego niz "nasz"), która powiedziała mi wszystko to co wiem i co mogła zrobić z całym powodzeniem nasza pani doktor, no ale dobra, nie czepiam się- NFZ płaci. Jej zdaniem nadmierne ulewanie to z powodu infekcji dróg moczowych (którą de facto Lilka ma i już bierze furagin-E.coli atakuje!). Poradziła jednak dalej eliminować nabiał bo nietolerancja zapewne występuje, i dzięki diecie mała jest spokojniejsza, nie ma gazów i kolek. Oprócz tego skierowała nas na rehabilitację. Bleeee, znowu ćwiczenia metodą vojty- mam uraz z czasu niemowlęctwa Róży- ale jak mus to mus. Kolejna wizyta za dwa miesiące... A dzisiaj idę odebrać wyniki morfologii małej- bez lekarzy ani rusz!
Wczoraj uświadomiłam sobie, ze za dwa miesiace kończy mi się urlop macierzyński!!!! Jestem w kropce. Zupełnie nie wiem co robić. Trochę boję się posłać Lilę do żłoba, ale nie mamy wyjścia jeśli wrócę do pracy. A wrócić muszę, bo nie damy rady finansowo. Nie tyle wrócić, co znaleźć nową. A jak znajdę nową a Lila będzie chorowała to przecież od razu mnie zwolnią... Jeśli zostanę w OBI to zaharuję się na śmierć a dzieci będę rzadko widywała- wizja straszna!

Miło, ale i histerycznie

Poza śpiewaniem Adaśkowi "sto lat", zabawą z Natusią i dmuchaniem Adasiowej świeczki, najlepsze okazały się...









...ruchome schody w Galerii Dominikańskiej!!! A, bo my takie lubińskie małomieszaki jesteśmy i ruchomych schodów u nas brak :)

Wizyta we Wrocławiu była miła, mimo że Różę chwilowo dopadł kryzys czteroletniej osobowości. Młoda ciężko radzi sobie jeszcze z emocjami, a jest jeszcze trudniej gdy jest niewyspana. Dodatkowo trudniej się uspokoić gdy patrzy na nią mnóstwo osób a "przyznanie się do winy" jest dla niej jak uderzenie w twarz :) Ja uważam, że jest grzeczna i dobrze wychowana (panie w przedszkolu mnie w tym utwierdziły), ma silnie rozwinięte poczucie empatii, bardzo lubi dzieci (rówieśników stawia ponad całe stado nawet najfajniejszych cioć i wujków) ale nie ukrywam też, że za szybko wpada w histerię. Nie wiem czy to nasza wina, czy ona po prostu taka jest. W domu ją po prostu ignoruję, zamykam w pokoju, podaję jej poduszkę do wyżycia się a potem z nią rozmawiam, ale u "obcych" jakoś tak głupio mieć wrzeszczące dziecko- jakoś zawsze nam wstyd i pewnie pogarszamy sytuację. Lila też pod koniec wizyty pokazała "humoerk". Tej znowu zaszkodziło wywrócenie dnia do góry nogami, nie jej terytorium i (jak przypuszczam) zignorowanie przeze mnie pierwszych oznak zmęczenia. No i jeszcze ja ten stan zapewne pogarszałam przez ciągłe zmienianie decyzji gdzie ją położyć. Wychodzi na to, że i tak zawsze winni są rodzice, bo to MY DECYDUJEMY, a przynajmniej powinniśmy decydować, co robią nasze MAŁE (jeszcze!) dzieci. Uspokoiła się wciśnięta w fotelik samochodowy i ululana jazdą po wrocławskich ulicach (dobrze, że na codzień nie potrzebujemy takich ekstremalnych sposobów). Moje córeczki to w ogóle jakieś takie istotki potrzebujące dużo snu. Lilka śpi b. dużo w ciągu dnia (a mimo to ładnie śpi nocą) a Rózia jeszcze ciągle potrzebuje południowej drzemki (a mimo to i tak pada o 21). Z dwojga złego chyba lepsze takie śpiochy niż dzieci śpiące jak króliki- takie to dopiero wykańczają (rodziców i siebie) :)




Przyszło mi jeszcze do głowy, że cieszę się ze Róża tak łatwo nie potrafi przyznać się "do winy", że trudniej jej przychodzi przepraszanie (zawsze jadnak to robi, prędzej czy później, jak emocje opadną gdy sama uzna, że tak trzeba). Znaczy to dla mnie, że ona potrafi walczyć, że ma w sobie mnóstwo uczuć, których nie potrafi ukrywać, że nie da się tak łatwo zranić. Znaczy to dla mnie równiez, że jest podobna do mnie jak dwie krople wody i wiem, że akurat to pomoże jej w zyciu! Ona przeprasza bo wie, ze kogoś mogła zranić, a nie dlatego, ze to sie opłaca, a to dla mnie najcenniejsze.




Zastanawiam się ostatnio nad senesem tego pisania (nie po raz pierwszy). Bo przecież kogo interesują moje rozważania nad "matkowaniem"? Zapewne nikogo, a może prawie nikogo. Ten blog miał być z założenia fajny a czasem nie jest. Niektóre notki są takie jak chciałam, lubię do nich wracać, ale czasem jak czytam to co napisałam przychodzi mi do głowy "po jaką cholerę się tak uzewnętrzniam?". Chciałabym zapisywac postępy moich córek, dialogi ze starszą, pierwsze kroki i słowa młodszej, ale jak już zaczynam pisać to nie mogę przestać :) Kasować? Nie! Jeszcze popiszę. Zapewne kiedyś będzie to najfajniesze pamiątka, nie tylko dla dziewczyn ale i dla mnie. Moje przemyślenia też kiedyś bedą cenne :)


sobota, 26 kwietnia 2008

Komentarze

Dzięki dochodzącym mnie "słuchom" zmieniałam ustawienia i już każdy może komentować notki.

Lila już po szczepieniu. Pani doktor zobaczyła "ulewanie" małej i rozpoczeliśmy leczenie (debridat). Najpierw trzeba zrobić usg brzuszka, żeby potwierdzić, że to nie refluks żołądkowo-przełykowy, który ona raczej wyklucza, ale woli sprawdzić. Następnie zrobić mocz na posiew, bo takie ulewanie może być też objawem zakażenia dróg moczowych- też raczej wyklucza. Najprawdopodobniej jest to objaw alergii pokarmowej lub nietolerancji, w tym wypadku mleka krowiego. I ja biedna, seromaniaczka, mam zakaz spożywania nabiału, narazie na dwa tygodnie żeby sprawdzić czy coś to da:(( To dopiero drugi dzień mojej nowej diety a ja już cierpię (nie, no przesadzam trochę :)) Jak na złość najbardziej chce mi się teraz zjeść dwa jogurty, kilogram sera żółtego, twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem (mniam!!!) i zapić to litrem mleka i kubkiem maślanki lub kefiru! No dobra, pastwię się już na sobie, więc muszę kończyć tę notkę bo zaraz rzucę się do lodówki!!!!
Jest łatwiejsze rozwiązanie (np. enfamilAR ?).... ale chyba na to jeszcze za wcześnie.... jeszcze trochę ją pokarmię... jakieś dwa miesiące- zobaczymy.


  • Jakie inne objawy, oprócz skórnych, są oznaką uczulenia? Pierwszym sygnałem u niemowlęcia, że to może być alergia, są zwykle kłopoty trawienne: obfite ulewania, wymioty, bóle brzuszka, biegunki. Dziecko niewiele je, płacze w czasie posiłku lub po nim.
  • Objawy. Zwykle są to: problemy żołądkowe, zmiany skórne, a także drażliwość (maluch dużo płacze, jest nerwowy). Powinny się one cofnąć 10–14 dni po usunięciu z diety uczulającego pokarmu.

środa, 23 kwietnia 2008

Historia pewnego tańca ;)


Posted by Picasa
Nic dodać, nic ująć. Rózy ulubiony program w TV to oczywiście "Taniec z gwiazdami", a najlepsze kanały TV (poza bajkowymi rzecz jasna) to te, na których muzyka gra :)
Pamelko, gratulujemy małego Leona!! Jesteś dzielna

wtorek, 22 kwietnia 2008

Prawdziwe siostry!




Posted by Picasa
Nie dość, że podobne to jeszcze chorują razem!!! Wyzdrowiały. Minął zaledwie tydzień a Róża znowu ma katar, który niestety udzielił się także Lili. Jutro mała ma mieć zaległe szczepienie, ale pewnie znowu wrócimy z kwitkiem do domu (albo z receptą :( ) Mam nadzieję że teraz ten katar nie przerodzi się w nic gorszego... No dobra, nie myślę o tym, pomyślę później...
Lila ma już ponad dwa miesiące. Jest już dużą, ciężką dziewczynką. Przesyła nam całe mnóstwo ślicznych uśmiechów i daje dużo radości. Poza radością przysparza też dużo trosk, bo mega ulewa (potrafi np. podczas słodkiego snu otworzyć żone oczka i chlusnąć nadtrawionym pokarmem z impetem w dal. Wtedy już nie może zasnąć bo nieprzyjemny smak kwasów żołądkowych bardzo ją drażni). Już sama nie wiem co mam z tym robić. Przede wszystkim żal mi Lili- bo ją to naprawdę męczy. Ulewanie ulewaniem, ale to już chyba lekka przesada. A odpowiedź lekarki "...no skoro przybiera na wadze to jest OK..." mnie powala. No super! Niech sobie ona tak zwraca przez cały dzień, jak jest OK. Ja małą przebieram średnio 10 razy dziennie (nie mówię tu o zmianie pieluszki, tylko o ubraniach) jeśli ma śliniak!! (jeśli go nie ma to zapewne liczba ta się podwaja). Dodatkowo Lilka często płacze ewidentnie przez to chlustanie. Bardzo często, mimo zmęczenia, nie może przez to zasnąć. Staram się jej nie przekarmiać, ale myślę, że to nie kwestia przejedzenia, bo doświadczalnie sprawdziłam, że chlusta tak samo jak dostanie mniej mleczka (czyt. jak odbiorę obiekt pożądania, czyli pierś, dużo wcześniej niż ona by chciała). A niech to gęś kopnie (jak "klnie" moja starsza córka jak coś pójdzie nie po jej myśli), czemu ja nie umiem dyskutować z lekarzami i zgadzam się na wszystko co mówią- jakaś taka bezradna jestem :( Pocieszam się, że to jeszcze przez jakieś góra 4 miesiące... co, aż tyle?

niedziela, 6 kwietnia 2008

Uśmiechy dwa




Gorączka nie powróciła już. Antybiotyk zaczął działać (bardzo jej smakuje). Katar powoli ustępuje i małej łatwiej się oddycha i je.

Dopisane: Radość była przedwczesna. Teraz Lila potwornie kaszle. Taki maluszek nie potrafi dobrze odkrztusać i mała męczy się bardzo. Inna pani doktror zamieniała zawiesinę na zastrzyki, co okazało się ryzykowne bo pielegniarka ma prawo odmówić kłucia tak małego dziecka (zanoszenie grozi bezdechem) i dlatego właśnie zaleca się leczenie szpitalne: antybiotyk podaje się tam dożylnie, do założonego wcześniej wenflonu. Srodowiskowa pogadała trochę, ale zrobiła: dzięki jej za to. Boję się, ze ze szpitala przytargałybyśmy milion innych chorób. Dwa zastrzyki za nami. Jeszcze tylko osiem...

środa, 12 marca 2008

Podobieństwa




Posted by Picasa


Obiecałam sobie wyszukiwać podobne zdjęcia moich córek, ujęcia, miny itp. Idzie mi to jak po grudzie. Po pierwsze Lila ma mało zdjęć a po drugie Róża ma za ich za dużo! No i jeszcze po trzecie: jakoś czasu mi brakuje. Z Anglii przyjechał mój chrześniak-Tymuś na ferie świąteczne i próbuję się napatrzeć na niego na zapas (pewnie zobaczymy się dopiero za kilka długaśnych miesięcy) a poza tym to moje córeczki niemal całkowicie mnie "pochłaniają"!

Kilka dni później. Święta minęły. Liliana Zofia została ochrzczona. Całą mszę pięknie przespała. Tymuś pojechał, ale przedtem cała trójka się pochorowała. Cała trójka, czyli Róża, Tymek i Lila. O małą boję się najbardziej, starsza dwójka poradzi sobie z infekcją zapewne bezproblemowo. Mówią, że takie 7-tygodniowe dzieci nie gorączkują... a jednak. Wczoraj zobaczyłam 38 stopni na termometrze. Konsultacja lekarska niepomyślna. Jeśli będzie dalej gorączkowała czeka nas pobyt w szpitalu. Okropny katar męczy Lilę bardzo, ale i tak jest dzielna.
Poza tym, to wszystko jest super. Mała zasypia sama w swoim łóżeczku, ale noce spędza jeszcze z nami (ze wzgledu na karmienie). Bardzo mi na tym zależało. Nie trzeba jej nosić (no, teraz z powodu kataru ciężko jej się oddycha w pozycji leżącej) i lulać (nawet tego nie lubi!). Lubi jak się do niej mówi, uśmiecha się wtedy szeroko- najchętniej do mnie i czuję się wyróżniona :)
Róża coraz lepiej umie zająć się sama sobą, tzn. bawić się, bo inne rzeczy robi absolutnie samodzielnie. Jestem z niej bardzo dumna, bo w jej grupie w przedszkolu za dzieci wszystko robią rodzice, a ja mogę sobie usiąść na ławeczce i podziwiać jak moja niespełna 4-latka ubiera się lub rozbiera. No dobra, czasem trzeba jej pomóc, ale ta pomoc to naprawdę kropelka w morzu!
Fajne mam dzieci!

Małe coś a tak cieszy!



Lila rośnie. Waży już 3360. Do obecnego zestawu kropelek dołączyły jeszcze leki krwiotwórcze, bo anemia postępuje. Żarłok z niej ogromny. Lubi spacerki, jednak ciągle nie znosi ubierania i zmiany pieluszki- nie docenia jeszcze luksusu leżenia z gołą pupką i strasznie się złości. Kąpiele wieczorne, jeśli trafimy w dobry humor, są już dla małej przyjemne. Lila zasypia sama około 20, zatankowana do pełna, w swoim żeczku w swoim pokoiku i śpi do 24-1. Potem, z powodu mojej bezsilności, słabości i beznadziejności, ląduje u nas (czasem znajduję w sobie na tyle cierpliwości, że mała śpi w kołysce koło naszego łóżka). Nocami kiepsko się dogadujemy- raczej z mojej winy. Zmęczenie i potrzeba snu są tak silne, że tracę cierpliwość. Mała je, zasypia, nie chce jej się odbić, potem mega ulewa, muszę ją przebrać bo piżamka mokra... Potem znienawidzona zmiana pieluchy, płacz i tak nam mija godzina, no chyba, że znowu się uleje i znowu trzeba przebierać- wtedy dodać należy jeszcze pół godziny. I wtedy ja już jestem bardziej rozdrażniona od niej bo wiem, że za jakieś 2-3 godziny będzie powtórka z rozrywki. Od 5 to już męczymy się masakrycznie, a o 7, gdy musimy wstawać żeby odprowadzić Różę do przedszkola, Lila smacznie śpi i jasne jest, że jest wściekła, że ją budzę, PRZEBIERAM, ubieram i wytarguję na zimny dwór. Potem już jest fajnie. O 8 30 mała je i zasypia samodzielnie w swoim łóżeczku w swoim pokoju.... I tak nam płynie czas :)

Dziewczyny dostały paczkę z Australii. Lila dostała śliczne ubranka i kartkę, na której m.in. napisane było "Małe coś dla Róży też". O rany!! Małe coś? Toż to było spełnienie jej najkrytszych marzeń!!!! Róża sukieneczką baletnicy jest zachwycona. A jeszcze wujek Wawrzek dowiózł wreszcie wytęsknione baletki, więc młoda jest naprawdę w siódmym niebie. Dziękujemy.



Posted by Picasa
Miłość siostrzana kwitnie. Róża każdego ranka tuli się do Lili a Lila chętnie obserwuje swoją siostrę. Moje obawy rozwiały się. Nie ma zazdrości. Jeśli ktoś pyta Różę czy może sobie pożyczyć małą, ta broni swojej "własności". Na wczorajszym spacerze, tato dla żartu chciał spuścić wózek z górki, a Róża prawie wpadła w histerię i dopóki nie zeszliśmy z górki, trzymała wózek z Lilą, tak jakby nie ufała tacie. Jeśli Róża złości się, że nie mamy w danym momencie dla niej czasu, nie wiąże tego z Lilą, nie wini za to jej, ale nas. Dzięki temu, że jest Lila, Róża bardzo związała się z tatą- kiedyś tylko ja mogłam jej czytać, teraz także tato dostępuje zaszczytu wieczornego czytania bajek. Jest dobrze.

czwartek, 28 lutego 2008

Rzecz o piersiach.

Jestem matką karmiącą. Karmiącą piersią. Widok mojego biustu nigdy nie szokował młodej, bo widziała go nie raz. Teraz jednak widzi go znacznie częściej. Wiadomo dlaczego. Ona sama jest bardzo świadoma swojej płci i "zadań" z nią związanych. Często karmi swoje lalki piersią, a pewnego dnia, gdy byłam już mamą dwóch dziewczynek, przeszła do taty z podciągniętą koszulką i z zachwytem mówi: "Widzisz jak rosną!!!!". No. Rosną. Niech jej będzie :) Innym razem, gdy nocowała u nas Magducha, dał się słyszeć taki oto kolacjowy dialog:
- Musicie ładnie zjadać wszystko z talerza!- apeluje do dziewczyn Leszek.
- No, żebyśmy miały dużo siły do zabawy- edukuje Różę 10-letnia ciociunia.
- No, i duże piersi!!!- dodaje po chwili moja starsza córka.

Którejś nocy, gdy byłam w szpitalu i Lilusia leżała pod kroplówką, Róża nocowała u babci Halinki. Magda jak zwykle odmawiała pacierz klęcząc przy łóżku. Nasze dziecko dzielnie jej towarzyszyło w milczeniu. Gdy ciociunia skończyła, babcia mówi:

-Może teraz Ty Różyczko odmówisz paciorek?

-Ale ja nie umiem- zgodnie z prawdą stwierdza młoda. Wyrodni rodzice.

-No to zrób to tak po swojemu- niestrudzenie przekonuje babcia.

-No dobra. Ale tak króciutko powiem: Malutka Boziu, spraw żeby moja siostrzyczka była zdrowa i wróciła już z mamusią do domu. Koniec.

Tatuś wyszedł z pokoju ze ściśniętym gardłem.


-Magda, już dwa dni nie nosisz aparatu na zębach! Jak będziesz dziś spała u Róży to nie zapomnij założyć go na noc- przywołuje córkę do porządku babcia.

-Nie! Ona nie może! Mój dom nie jest operacyjny!!!

Róża z Magdą bawią się w ciotki przy okazji zajadając lizaki. Gdy zostają patyczki, szepczą coś między sobą, tak żeby siedzący obok Leszek nic nie słyszał. Chytry plan się nie udaje i rodziciel słysząc wszystko uważa za stosowne włączyć się do rozmowy:

-Róża! A kto pali papierosy?- calusieńka nasza rodzina jest absolutnie beznałogowa. Prawdopodobnie pomysł, żeby zrobić sobie "papierosy" z patyków padł z ust doświadczonej trzecioklasistki. Jednak tato chce edukacyjnie poruszyć ten temat i obgadać go z córką.

-STARE BABY!!!!- krzyczy zawstydzona młoda i ucieka z pokoju. Strzeżcie się palacze, szczególnie mężczyźni- bycie starą babą nie jest łatwe.

Róża ma chwile, że nie pozwala się uczesać. Lecące do oczu blond loki doprowadzają mnie do szału próbuję więc załozyć jej chociaż opaskę. Moja samodzielna córka nie pozwala mi jednak na to i zakłada ją sama. Robi to bardzo niedbale, większość włosów i tak zostaje po stronie "oczowej".

-No i zobacz jak brzydko założyłaś!

-Ładnie, ładnie! Przestań mamo, to moja sprawka!

Tatuś dał się przekonać naszemu przedszkolakowi na zabawę lalkami Barbie (on tego po prostu nienawidzi, ale cóż zrobić, jak córka to kocha). Przy okazji rozmawiają sobie o życiu. Ja odizolowana karmię moją dwutygodniową córeczkę w drugim pokoju i podsłuchuję:

-Jak się kiedyś ożenisz to wyprowadzisz się stąd?

-Nie- bez chwili zawahania, nie przerywając ubierania Barbie, odpowiada Róża- Wy się wyprowadzicie i to będzie nasz dom.

poniedziałek, 25 lutego 2008

"Bo ja teraz jestem dużą siostrą!"


Posted by Picasa
Róża ciężko przeżyła mój długi pobyt w szpitalu. Była bardzo dzielna, nie płakała, ale była rozbita, czasem marudziła, tęskniła po prostu, w dodatku była mocno przeziębiona, więc przedszkole odpadło na 2 tygodnie. Odwiedzała nas, trzymała Lilusię na rękach, mówiła: "Jaka ona słodziutka!". Była smutna, gdy mała leżała pod kroplówką z wenflonem w maleńkiej rączce- patrzyliśmy sobie na nią przez szybę przytuleni w trójkę (tacie i siostrze nie wolno było wchodzić do pokoju noworodków- jasna sprawa). W sobotę przyszła do mnie do szpitala, z bombonierką i wielkim, przepięknym, wiosennym bukietem kwiatów dla pań położnych, ze słowami na ustach: "Dzisiaj zabieramy Cię do domu!!!". Była szczęśliwa, stęskniona i okazywała to na każdym kroku. Jest zachwycona małą, mówi, że ją bardzo kocha, ale nie ma co się oszukiwać: troszkę jej ten szkrab "przeszkadza". Gdy karmię Lili, ona oczywiście zwraca uwagę na siebie. Ja staram się wymyślać jej wtedy jakąś zabawę: np. zgadywanki, opowiadanie bajek, czytanie, układanie puzzli- coś w czym mogę uczestniczyć, ale nie muszę odryważ dzieciątka od jedzenia. Ona jednak przekornie, bez złości mówi: "Może nie chcesz już maleńka pić?" i delikatnie próbuje odwrócić główkę małej od piersi. Traktuje ją trochę jak zabawkę, lalkę. Chce ją brać na ręce, głaskać akurat wtedy gdy mała śpi i nie ma ochoty na dotykańsko, całuje po główce, nosku, oczkach, policzkach gdy mała je, co Lilę rozprasza i denerwuje. My tłumaczymy, nie krzyczymy, nie uciszamy- dobrze, że tatuś jeszcze tydzień jest z nami! Z nim jest dużo, dużo łatwiej. Teraz młoda poszła do przedszkola, a dziś wieczorem położy się po raz pierwszy na swoim nowym, piętrowym łóżku!!!
Lila się budzi. Idę zmieniać pieluszkę, pokarmić i poprzytulać mojego maluszka :)

Luty to dobry miesiąc!



Posted by Picasa

12 lat temu 7 lutego, gdy miałam 16 lat, zostaliśmy oficjalnie parą. Kilka lat później, 14 lutego, zaręczyliśmy się (najśmieszniejsze jest, że nie pamiętam w którym to było roku!!). W roku 2008, 14 lutego, urodziła się nasza druga córeczka: Liliana Zofia. Ważyła 2650 g i miała 49 cm. To był dobry miesiąc. Dzisiaj jesteśmy już w domu, po długich 10 dniach szpitalnego "odpoczynku". W trzeciej dobie życia ujawniła się choroba krwotoczna noworodków. Był strach, doba pod kroplówką, zakaz karmienia małej, tona odciągniętego pokarmu wylanego do zlewu... Była też otucha i ciepło ze strony położnych, fachowe i wyczerpujące informacje od lekarzy, wygodny pokój z łazienką w prywatnej klinice, świetne jedzenie, odwiedziny od 10-20, możliwość obecności męża w każdej chwili i to co bardzo ważne: Róża mogła przyjść do mnie już w kilka chwil po cc i położyć się ze mną na łóżku! Ale w domu jest jednak najlepiej!
Lilunia jest grzeczna, ładnie śpi, w nocy jęczy co 3 godziny, 25 minut ssie, pogapi się trochę a później zasypia w swojej kołysce: absolutnie samodzielnie. Narazie nie znosi leżeć na golaska. Zbytnia wolność kończyn budzi w niej niepokój. Kąpiel jakoś by uszła, ale zabiegi przed i po bardzo rozżalają maluszka. Lila ma wielki apetyt, przy wypisie ważyła ponad 2700 g- maminy pokarm jej służy! Rośnij, roślij Lileczko, bo 90 % Twoich ubranek, mimo że maluteńkich, w rozmiarach 50-56, jest ZA WIELLKKAAAA!

środa, 30 stycznia 2008

Dobrze mieć mężczyznę pod ręką!


Posted by Picasa
-Mamusiu, ja już się stęskniłam za panią Brygidą i Mateuszkiem- usłyszałam jakiś czas temu gdy Róża chorowała trochę i nie chodziła do przedszkola. Tego dnia młoda doczekała się wreszcie i gdy weszła do sali przywitał ją okrzykiem "Róża!!!" jakiś chłopczyk, rzecz jasna był to właśnie Mateusz. Sympatia widać jak najbardziej odwzajemniona :) Młoda opowiada o Mateuszku bardzo często i ciepło, że go lubi, że siedzi koło niego przy stoliku, że buduje z nim wieże z klocków, że z nim tańczy. Na balu karnawałowym miałam okazję podziwiania tego "rodzącego" się uczucia, przyjaźni raczej niż miłości. Pewna scena nawet bardzo mnie rozbawiła i zdążyłam uwiecznić ją na zdjęciu, biegnąc pędem przez całą salę i tratując przy tym dziesięcioro mikrych przedszkolaków :) Podobne zdjęcie ktoś cyknął mi pod koniec mojego wesela- zadzieranie nóg na stół ma więc Róża po mamusi :)
-Mamo, a wiesz, że teraz nie siedzę koło Mateuszka, tylko koło Odyseuszka?- pożaliła się ostatnio
-Ojej, a dlaczego?
-A, bo pani musiała go przesadzić.
-A co, rozrabialiście trochę?- domyślam się- no to dobrze, że pani Was rozdzieliła, teraz pokaż pani, że potrafisz nie wygłupiać się przy jedzeniu to pani na pewno to doceni i Mateusz znów wróci na swoej miejsce.
-No wiem, już będę grzeczna i poczekam na niego! I będę go pilnowała!
Udało się, Mateusz znów przy "niebieskim" stoliku.
A tak przy okazji, to pani dyrektor przedszkola powiedziała mi, że od 22 lat, od kiedy pracuje, nie spotkała jeszcze tak grzecznej, ZGRANEJ (!), usłuchanej i zaangażowanej grupy przedszkolaków. Ciekawe czy to dlatego, że jest w niej tylko 5 chłopców i ponad 20 dziewczynek? A może dlatego, że połowa z dzieciaków chodziła do żłobka? Albo po prostu tak się trafiło!