
Obiecałam sobie wyszukiwać podobne zdjęcia moich córek, ujęcia, miny itp. Idzie mi to jak po grudzie. Po pierwsze Lila ma mało zdjęć a po drugie Róża ma za ich za dużo! No i jeszcze po trzecie: jakoś czasu mi brakuje. Z Anglii przyjechał mój chrześniak-Tymuś na ferie świąteczne i próbuję się napatrzeć na niego na zapas (pewnie zobaczymy się dopiero za kilka długaśnych miesięcy) a poza tym to moje córeczki niemal całkowicie mnie "pochłaniają"!
Kilka dni później. Święta minęły. Liliana Zofia została ochrzczona. Całą mszę pięknie przespała. Tymuś pojechał, ale przedtem cała trójka się pochorowała. Cała trójka, czyli Róża, Tymek i Lila. O małą boję się najbardziej, starsza dwójka poradzi sobie z infekcją zapewne bezproblemowo. Mówią, że takie 7-tygodniowe dzieci nie gorączkują... a jednak. Wczoraj zobaczyłam 38 stopni na termometrze. Konsultacja lekarska niepomyślna. Jeśli będzie dalej gorączkowała czeka nas pobyt w szpitalu. Okropny katar męczy Lilę bardzo, ale i tak jest dzielna.
Poza tym, to wszystko jest super. Mała zasypia sama w swoim łóżeczku, ale noce spędza jeszcze z nami (ze wzgledu na karmienie). Bardzo mi na tym zależało. Nie trzeba jej nosić (no, teraz z powodu kataru ciężko jej się oddycha w pozycji leżącej) i lulać (nawet tego nie lubi!). Lubi jak się do niej mówi, uśmiecha się wtedy szeroko- najchętniej do mnie i czuję się wyróżniona :)
Róża coraz lepiej umie zająć się sama sobą, tzn. bawić się, bo inne rzeczy robi absolutnie samodzielnie. Jestem z niej bardzo dumna, bo w jej grupie w przedszkolu za dzieci wszystko robią rodzice, a ja mogę sobie usiąść na ławeczce i podziwiać jak moja niespełna 4-latka ubiera się lub rozbiera. No dobra, czasem trzeba jej pomóc, ale ta pomoc to naprawdę kropelka w morzu!
Fajne mam dzieci!
