czwartek, 28 lutego 2008

Rzecz o piersiach.

Jestem matką karmiącą. Karmiącą piersią. Widok mojego biustu nigdy nie szokował młodej, bo widziała go nie raz. Teraz jednak widzi go znacznie częściej. Wiadomo dlaczego. Ona sama jest bardzo świadoma swojej płci i "zadań" z nią związanych. Często karmi swoje lalki piersią, a pewnego dnia, gdy byłam już mamą dwóch dziewczynek, przeszła do taty z podciągniętą koszulką i z zachwytem mówi: "Widzisz jak rosną!!!!". No. Rosną. Niech jej będzie :) Innym razem, gdy nocowała u nas Magducha, dał się słyszeć taki oto kolacjowy dialog:
- Musicie ładnie zjadać wszystko z talerza!- apeluje do dziewczyn Leszek.
- No, żebyśmy miały dużo siły do zabawy- edukuje Różę 10-letnia ciociunia.
- No, i duże piersi!!!- dodaje po chwili moja starsza córka.

Którejś nocy, gdy byłam w szpitalu i Lilusia leżała pod kroplówką, Róża nocowała u babci Halinki. Magda jak zwykle odmawiała pacierz klęcząc przy łóżku. Nasze dziecko dzielnie jej towarzyszyło w milczeniu. Gdy ciociunia skończyła, babcia mówi:

-Może teraz Ty Różyczko odmówisz paciorek?

-Ale ja nie umiem- zgodnie z prawdą stwierdza młoda. Wyrodni rodzice.

-No to zrób to tak po swojemu- niestrudzenie przekonuje babcia.

-No dobra. Ale tak króciutko powiem: Malutka Boziu, spraw żeby moja siostrzyczka była zdrowa i wróciła już z mamusią do domu. Koniec.

Tatuś wyszedł z pokoju ze ściśniętym gardłem.


-Magda, już dwa dni nie nosisz aparatu na zębach! Jak będziesz dziś spała u Róży to nie zapomnij założyć go na noc- przywołuje córkę do porządku babcia.

-Nie! Ona nie może! Mój dom nie jest operacyjny!!!

Róża z Magdą bawią się w ciotki przy okazji zajadając lizaki. Gdy zostają patyczki, szepczą coś między sobą, tak żeby siedzący obok Leszek nic nie słyszał. Chytry plan się nie udaje i rodziciel słysząc wszystko uważa za stosowne włączyć się do rozmowy:

-Róża! A kto pali papierosy?- calusieńka nasza rodzina jest absolutnie beznałogowa. Prawdopodobnie pomysł, żeby zrobić sobie "papierosy" z patyków padł z ust doświadczonej trzecioklasistki. Jednak tato chce edukacyjnie poruszyć ten temat i obgadać go z córką.

-STARE BABY!!!!- krzyczy zawstydzona młoda i ucieka z pokoju. Strzeżcie się palacze, szczególnie mężczyźni- bycie starą babą nie jest łatwe.

Róża ma chwile, że nie pozwala się uczesać. Lecące do oczu blond loki doprowadzają mnie do szału próbuję więc załozyć jej chociaż opaskę. Moja samodzielna córka nie pozwala mi jednak na to i zakłada ją sama. Robi to bardzo niedbale, większość włosów i tak zostaje po stronie "oczowej".

-No i zobacz jak brzydko założyłaś!

-Ładnie, ładnie! Przestań mamo, to moja sprawka!

Tatuś dał się przekonać naszemu przedszkolakowi na zabawę lalkami Barbie (on tego po prostu nienawidzi, ale cóż zrobić, jak córka to kocha). Przy okazji rozmawiają sobie o życiu. Ja odizolowana karmię moją dwutygodniową córeczkę w drugim pokoju i podsłuchuję:

-Jak się kiedyś ożenisz to wyprowadzisz się stąd?

-Nie- bez chwili zawahania, nie przerywając ubierania Barbie, odpowiada Róża- Wy się wyprowadzicie i to będzie nasz dom.

poniedziałek, 25 lutego 2008

"Bo ja teraz jestem dużą siostrą!"


Posted by Picasa
Róża ciężko przeżyła mój długi pobyt w szpitalu. Była bardzo dzielna, nie płakała, ale była rozbita, czasem marudziła, tęskniła po prostu, w dodatku była mocno przeziębiona, więc przedszkole odpadło na 2 tygodnie. Odwiedzała nas, trzymała Lilusię na rękach, mówiła: "Jaka ona słodziutka!". Była smutna, gdy mała leżała pod kroplówką z wenflonem w maleńkiej rączce- patrzyliśmy sobie na nią przez szybę przytuleni w trójkę (tacie i siostrze nie wolno było wchodzić do pokoju noworodków- jasna sprawa). W sobotę przyszła do mnie do szpitala, z bombonierką i wielkim, przepięknym, wiosennym bukietem kwiatów dla pań położnych, ze słowami na ustach: "Dzisiaj zabieramy Cię do domu!!!". Była szczęśliwa, stęskniona i okazywała to na każdym kroku. Jest zachwycona małą, mówi, że ją bardzo kocha, ale nie ma co się oszukiwać: troszkę jej ten szkrab "przeszkadza". Gdy karmię Lili, ona oczywiście zwraca uwagę na siebie. Ja staram się wymyślać jej wtedy jakąś zabawę: np. zgadywanki, opowiadanie bajek, czytanie, układanie puzzli- coś w czym mogę uczestniczyć, ale nie muszę odryważ dzieciątka od jedzenia. Ona jednak przekornie, bez złości mówi: "Może nie chcesz już maleńka pić?" i delikatnie próbuje odwrócić główkę małej od piersi. Traktuje ją trochę jak zabawkę, lalkę. Chce ją brać na ręce, głaskać akurat wtedy gdy mała śpi i nie ma ochoty na dotykańsko, całuje po główce, nosku, oczkach, policzkach gdy mała je, co Lilę rozprasza i denerwuje. My tłumaczymy, nie krzyczymy, nie uciszamy- dobrze, że tatuś jeszcze tydzień jest z nami! Z nim jest dużo, dużo łatwiej. Teraz młoda poszła do przedszkola, a dziś wieczorem położy się po raz pierwszy na swoim nowym, piętrowym łóżku!!!
Lila się budzi. Idę zmieniać pieluszkę, pokarmić i poprzytulać mojego maluszka :)

Luty to dobry miesiąc!



Posted by Picasa

12 lat temu 7 lutego, gdy miałam 16 lat, zostaliśmy oficjalnie parą. Kilka lat później, 14 lutego, zaręczyliśmy się (najśmieszniejsze jest, że nie pamiętam w którym to było roku!!). W roku 2008, 14 lutego, urodziła się nasza druga córeczka: Liliana Zofia. Ważyła 2650 g i miała 49 cm. To był dobry miesiąc. Dzisiaj jesteśmy już w domu, po długich 10 dniach szpitalnego "odpoczynku". W trzeciej dobie życia ujawniła się choroba krwotoczna noworodków. Był strach, doba pod kroplówką, zakaz karmienia małej, tona odciągniętego pokarmu wylanego do zlewu... Była też otucha i ciepło ze strony położnych, fachowe i wyczerpujące informacje od lekarzy, wygodny pokój z łazienką w prywatnej klinice, świetne jedzenie, odwiedziny od 10-20, możliwość obecności męża w każdej chwili i to co bardzo ważne: Róża mogła przyjść do mnie już w kilka chwil po cc i położyć się ze mną na łóżku! Ale w domu jest jednak najlepiej!
Lilunia jest grzeczna, ładnie śpi, w nocy jęczy co 3 godziny, 25 minut ssie, pogapi się trochę a później zasypia w swojej kołysce: absolutnie samodzielnie. Narazie nie znosi leżeć na golaska. Zbytnia wolność kończyn budzi w niej niepokój. Kąpiel jakoś by uszła, ale zabiegi przed i po bardzo rozżalają maluszka. Lila ma wielki apetyt, przy wypisie ważyła ponad 2700 g- maminy pokarm jej służy! Rośnij, roślij Lileczko, bo 90 % Twoich ubranek, mimo że maluteńkich, w rozmiarach 50-56, jest ZA WIELLKKAAAA!