piątek, 30 maja 2008

Dzień Matki

Posted by Picasa

Fajnie jest być mamą przedszkolaka. Co prawda przeżyłam już dwa takie występy w żłobku, ale każdy kolejny jest wyjątkowy :)

Fajnie jest być mamą 3,5 miesięcznego maluszka :) Lila jest świetna. Każdego dnia mnie zachwyca. Potrafi nie spać już przez wiele godzin, tak jak np. dziś (cały dzień na działce): miała trzy 20-minutowe drzemki, a mimo to nie płakała, była uśmiechnięta, leżała sobie w łóżeczku lub wózeczku zachwycona przyrodą. Po takim dniu zasypia świetnie po kolacyjce (od wczoraj dostaje raz dziennie mleko modyfikowane- powoli się przestawiamy z piersi). W ciągu dnia i w nocy (już tylko 1 karmienie!) "korzystamy" z piersi. Mała dobrze śpi, ale dla niej dzień rozpopczyna się około 5 30 i to mnie trochę boli, ale licze, że jakoś ją w końcu przekonam do dłuższego spania :)

poniedziałek, 19 maja 2008

Liliowo nam



Gdy byłam nastolatką chciałam mieć dużo dzieci, najlepiej pięcioro. Jak tylko wyszłam za mąż najbardziej pragnęłam małej Różyczki. To był impuls i udało się. Marzenie się spełniło. Po urodzeniu Róży moje plany uległy drastycznej przemianie, bo chciałam poprzestać na jednym. Byłam zmęczona i egoistycznie chciałam zająć się sobą. Jakimś cudem zdecydowałam się jednak na drugie dziecko i to była decyzja w moim życiu :) Lila jest tak cudowna, że mogłabym mieć od razu trzecie :) Są jednak trzy przeszkody nie do pokonania. Szkoda :(
Lileczka jest świetna. Pięknie się uśmiecha, ładnie zasypia i świetnie śpi w nocy. Nie znosi ubierania i kocha leżeć na golaska. Uwielbia obserwować drzewa i liście jadąc w wózeczku. Woli jeździć po chodnikach i nienawidzi wertepów. Woli spokojne, naturalnie wymuszone kołysanie wózka, niż mega mocne lulanie, huśtanie itp rzeczy, które uskuteczniałam gdy Róża była malutka. Skończyła już magiczne trzy miesiące i teraz lepiej się dogadujemy :) Nie oszukujmy się, czasem płacze, gdy jest np. przemęczona. Wtedy wystarczy położyć ją do łóżeczka, dać smoczka, pieluszkę i święty spokój, a dziecko z westchnieniami ulgi odpłynie do krainy snów. Jedzenie i spanie szybko ją uspokaja :) Ponieważ mała dużo śpi, staram się zagadywać ją jak najczęściej, jednak ona czasem woli być sama i rozglądać się po swoim pokoiku. Obserwuje wtedy zabawki, półki, firanki i np. muchę łażącą po ścianie. Umie już wkładać paluszki do buźki (częściej narazie używa rączki lewej), ruchy jej rąk są coraz bardziej celowe i skoordynowane. Chwytanie zabawek narazie jej nie rajcuje i gdy jej wpycham coś do łapki patrzy na mnie zdziwiona. Mała uwielbia swojego tatę, Róża jest dla niej jeszcze zbyt szybka i niecierpliwa, ale wyraźnie ją rozpoznaje i obdarza uśmiechami.

wtorek, 13 maja 2008

"...u stóp skalistych Tatr..."

Sezon rowerowy rozpoczęty :)


Czytam Rózy zawsze na dobranoc. Tym razem wybrałam starusieńkie wydanie (1978r.) "U złotego źródła: Baśnie Polskie". Ostatnio łamałam język na "Szklanej Górze" Janiny Porazińskiej, a tego wieczora postanowiłam (na prośbę Róży) przeczytać coś o smoku. Wynalazłam "Chłopca z perły urodzonego" Ewy Szelburg- Zarembiny:
"Hen, wysoko w górach Tatrach królował piękny, lecz straszny potwór..."
nie doczytałam jednak do końca, ba, nawet pierwszej strony nie dokończyłam bo dziecko me zamiast słuchać i wciągnąć się w trudny wątek, zainspirowane słowem czytanym postanowiło porozmawiać "o życiu":
-Mamo, a wiesz, że w Tatrach to mieszkają kozice?
-No wiem córeczko, a Ty skąd o tym wiesz?- pytam zaskoczona, gdyż nie przypominam sobie żebym coś jej o życiu kozic opowiadała.
-No dziadek mi powiedział. Dziadek Paweł. Ty z nim tam byłaś przeciez. Tatry to są bardzo potrzebne dla kozic- z przejęciem tłumaczy mi moje dziecko.
-To fakt, bo to ich dom, te góry znaczy- odpowiadam ubawiona. Przy okazji zapisuję jej słowa na karteluszce która później pomoże mi odtworzyć tę rozmowę w tej notce :)
-No. Mamo, a co Ty tam piszesz?
-Zapisuję sobie to co mówisz, bo to jest fajne, a jak nie zapiszę to zaraz zapomnę. To tak na pamiątkę, dla Ciebie i dla mnie.
-Naprawdę?- zodowolona z siebie zaczyna popisywać się i wygadywać głupoty. Na chwilę milknie, myśli i dodaje- jak będę miała męża, to on też to przeczyta i ja będę to nosiła zawsze ze sobą. A jak mi wypadnie? Zwieje wiatr na przykład? Chyba jednak nie będę tego nosiła- kończy z rezygnacją, kładzie głowinę na poduszce i mówi jeszcze- no, mamo czytaj.
Posted by Picasa

środa, 7 maja 2008

Nudnych przemyśleń ciąg dalszy


Posted by Picasa
Chyba normalnie przestanę chodzić z Lilą do lekarzy!! W wypisie ze szpitala w zaleceniach neonatologa jest wypisany szereg poradni do odwiedzenia, mimo ze w Feminie mała miała zrobiony "full option" (usg całego ciałka, badanie neurologiczne itp.). Poradnię ortopedyczną już zaliczyliśmy, teraz czekamy na kolejne usg bioder. Poradnię okulistyczną bezczelnie olaliśmy (po konsultacji telefonicznej z okulistą, który stwierdziła, że to sztuka dla sztuki), może jeszcze to nadrobimy. Wizytę u neurologa powinniśmy zaliczyć w najbliższej przyszłości. Kolejne usg główki juz powinniśmy byli zrobić, ale kolejka jest masakryczna i zarejestrowani jesteśmy dopiero na 12 czerwca. Wczoraj udało nam się wreszcie dotrzeć do poradni patologii noworodka (wcześniejszą wizytę musiałam odwołać z powodu choroby młodej). Badanie było dla mnie lekko bez sensu. Wykonywane przez pediatrę (tyle, ze innego niz "nasz"), która powiedziała mi wszystko to co wiem i co mogła zrobić z całym powodzeniem nasza pani doktor, no ale dobra, nie czepiam się- NFZ płaci. Jej zdaniem nadmierne ulewanie to z powodu infekcji dróg moczowych (którą de facto Lilka ma i już bierze furagin-E.coli atakuje!). Poradziła jednak dalej eliminować nabiał bo nietolerancja zapewne występuje, i dzięki diecie mała jest spokojniejsza, nie ma gazów i kolek. Oprócz tego skierowała nas na rehabilitację. Bleeee, znowu ćwiczenia metodą vojty- mam uraz z czasu niemowlęctwa Róży- ale jak mus to mus. Kolejna wizyta za dwa miesiące... A dzisiaj idę odebrać wyniki morfologii małej- bez lekarzy ani rusz!
Wczoraj uświadomiłam sobie, ze za dwa miesiace kończy mi się urlop macierzyński!!!! Jestem w kropce. Zupełnie nie wiem co robić. Trochę boję się posłać Lilę do żłoba, ale nie mamy wyjścia jeśli wrócę do pracy. A wrócić muszę, bo nie damy rady finansowo. Nie tyle wrócić, co znaleźć nową. A jak znajdę nową a Lila będzie chorowała to przecież od razu mnie zwolnią... Jeśli zostanę w OBI to zaharuję się na śmierć a dzieci będę rzadko widywała- wizja straszna!

Miło, ale i histerycznie

Poza śpiewaniem Adaśkowi "sto lat", zabawą z Natusią i dmuchaniem Adasiowej świeczki, najlepsze okazały się...









...ruchome schody w Galerii Dominikańskiej!!! A, bo my takie lubińskie małomieszaki jesteśmy i ruchomych schodów u nas brak :)

Wizyta we Wrocławiu była miła, mimo że Różę chwilowo dopadł kryzys czteroletniej osobowości. Młoda ciężko radzi sobie jeszcze z emocjami, a jest jeszcze trudniej gdy jest niewyspana. Dodatkowo trudniej się uspokoić gdy patrzy na nią mnóstwo osób a "przyznanie się do winy" jest dla niej jak uderzenie w twarz :) Ja uważam, że jest grzeczna i dobrze wychowana (panie w przedszkolu mnie w tym utwierdziły), ma silnie rozwinięte poczucie empatii, bardzo lubi dzieci (rówieśników stawia ponad całe stado nawet najfajniejszych cioć i wujków) ale nie ukrywam też, że za szybko wpada w histerię. Nie wiem czy to nasza wina, czy ona po prostu taka jest. W domu ją po prostu ignoruję, zamykam w pokoju, podaję jej poduszkę do wyżycia się a potem z nią rozmawiam, ale u "obcych" jakoś tak głupio mieć wrzeszczące dziecko- jakoś zawsze nam wstyd i pewnie pogarszamy sytuację. Lila też pod koniec wizyty pokazała "humoerk". Tej znowu zaszkodziło wywrócenie dnia do góry nogami, nie jej terytorium i (jak przypuszczam) zignorowanie przeze mnie pierwszych oznak zmęczenia. No i jeszcze ja ten stan zapewne pogarszałam przez ciągłe zmienianie decyzji gdzie ją położyć. Wychodzi na to, że i tak zawsze winni są rodzice, bo to MY DECYDUJEMY, a przynajmniej powinniśmy decydować, co robią nasze MAŁE (jeszcze!) dzieci. Uspokoiła się wciśnięta w fotelik samochodowy i ululana jazdą po wrocławskich ulicach (dobrze, że na codzień nie potrzebujemy takich ekstremalnych sposobów). Moje córeczki to w ogóle jakieś takie istotki potrzebujące dużo snu. Lilka śpi b. dużo w ciągu dnia (a mimo to ładnie śpi nocą) a Rózia jeszcze ciągle potrzebuje południowej drzemki (a mimo to i tak pada o 21). Z dwojga złego chyba lepsze takie śpiochy niż dzieci śpiące jak króliki- takie to dopiero wykańczają (rodziców i siebie) :)




Przyszło mi jeszcze do głowy, że cieszę się ze Róża tak łatwo nie potrafi przyznać się "do winy", że trudniej jej przychodzi przepraszanie (zawsze jadnak to robi, prędzej czy później, jak emocje opadną gdy sama uzna, że tak trzeba). Znaczy to dla mnie, że ona potrafi walczyć, że ma w sobie mnóstwo uczuć, których nie potrafi ukrywać, że nie da się tak łatwo zranić. Znaczy to dla mnie równiez, że jest podobna do mnie jak dwie krople wody i wiem, że akurat to pomoże jej w zyciu! Ona przeprasza bo wie, ze kogoś mogła zranić, a nie dlatego, ze to sie opłaca, a to dla mnie najcenniejsze.




Zastanawiam się ostatnio nad senesem tego pisania (nie po raz pierwszy). Bo przecież kogo interesują moje rozważania nad "matkowaniem"? Zapewne nikogo, a może prawie nikogo. Ten blog miał być z założenia fajny a czasem nie jest. Niektóre notki są takie jak chciałam, lubię do nich wracać, ale czasem jak czytam to co napisałam przychodzi mi do głowy "po jaką cholerę się tak uzewnętrzniam?". Chciałabym zapisywac postępy moich córek, dialogi ze starszą, pierwsze kroki i słowa młodszej, ale jak już zaczynam pisać to nie mogę przestać :) Kasować? Nie! Jeszcze popiszę. Zapewne kiedyś będzie to najfajniesze pamiątka, nie tylko dla dziewczyn ale i dla mnie. Moje przemyślenia też kiedyś bedą cenne :)