Poza śpiewaniem Adaśkowi "sto lat", zabawą z Natusią i dmuchaniem Adasiowej świeczki, najlepsze okazały się...
...ruchome schody w Galerii Dominikańskiej!!! A, bo my takie lubińskie małomieszaki jesteśmy i ruchomych schodów u nas brak :)
Wizyta we Wrocławiu była miła, mimo że Różę chwilowo dopadł kryzys czteroletniej osobowości. Młoda ciężko radzi sobie jeszcze z emocjami, a jest jeszcze trudniej gdy jest niewyspana. Dodatkowo trudniej się uspokoić gdy patrzy na nią mnóstwo osób a "przyznanie się do winy" jest dla niej jak uderzenie w twarz :) Ja uważam, że jest grzeczna i dobrze wychowana (panie w przedszkolu mnie w tym utwierdziły), ma silnie rozwinięte poczucie empatii, bardzo lubi dzieci (rówieśników stawia ponad całe stado nawet najfajniejszych cioć i wujków) ale nie ukrywam też, że za szybko wpada w histerię. Nie wiem czy to nasza wina, czy ona po prostu taka jest. W domu ją po prostu ignoruję, zamykam w pokoju, podaję jej poduszkę do wyżycia się a potem z nią rozmawiam, ale u "obcych" jakoś tak głupio mieć wrzeszczące dziecko- jakoś zawsze nam wstyd i pewnie pogarszamy sytuację. Lila też pod koniec wizyty pokazała "humoerk". Tej znowu zaszkodziło wywrócenie dnia do góry nogami, nie jej terytorium i (jak przypuszczam) zignorowanie przeze mnie pierwszych oznak zmęczenia. No i jeszcze ja ten stan zapewne pogarszałam przez ciągłe zmienianie decyzji gdzie ją położyć. Wychodzi na to, że i tak zawsze winni są rodzice, bo to MY DECYDUJEMY, a przynajmniej powinniśmy decydować, co robią nasze MAŁE (jeszcze!) dzieci. Uspokoiła się wciśnięta w fotelik samochodowy i ululana jazdą po wrocławskich ulicach (dobrze, że na codzień nie potrzebujemy takich ekstremalnych sposobów). Moje córeczki to w ogóle jakieś takie istotki potrzebujące dużo snu. Lilka śpi b. dużo w ciągu dnia (a mimo to ładnie śpi nocą) a Rózia jeszcze ciągle potrzebuje południowej drzemki (a mimo to i tak pada o 21). Z dwojga złego chyba lepsze takie śpiochy niż dzieci śpiące jak króliki- takie to dopiero wykańczają (rodziców i siebie) :)
Przyszło mi jeszcze do głowy, że cieszę się ze Róża tak łatwo nie potrafi przyznać się "do winy", że trudniej jej przychodzi przepraszanie (zawsze jadnak to robi, prędzej czy później, jak emocje opadną gdy sama uzna, że tak trzeba). Znaczy to dla mnie, że ona potrafi walczyć, że ma w sobie mnóstwo uczuć, których nie potrafi ukrywać, że nie da się tak łatwo zranić. Znaczy to dla mnie równiez, że jest podobna do mnie jak dwie krople wody i wiem, że akurat to pomoże jej w zyciu! Ona przeprasza bo wie, ze kogoś mogła zranić, a nie dlatego, ze to sie opłaca, a to dla mnie najcenniejsze.
Zastanawiam się ostatnio nad senesem tego pisania (nie po raz pierwszy). Bo przecież kogo interesują moje rozważania nad "matkowaniem"? Zapewne nikogo, a może prawie nikogo. Ten blog miał być z założenia fajny a czasem nie jest. Niektóre notki są takie jak chciałam, lubię do nich wracać, ale czasem jak czytam to co napisałam przychodzi mi do głowy "po jaką cholerę się tak uzewnętrzniam?". Chciałabym zapisywac postępy moich córek, dialogi ze starszą, pierwsze kroki i słowa młodszej, ale jak już zaczynam pisać to nie mogę przestać :) Kasować? Nie! Jeszcze popiszę. Zapewne kiedyś będzie to najfajniesze pamiątka, nie tylko dla dziewczyn ale i dla mnie. Moje przemyślenia też kiedyś bedą cenne :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz